Sądzę, że niepotrzebnie rodzielasz dwie sfery. Otóż historię z reguły opowiada się właśnie po to, by wywoływać emocje. I opowiadając ją, stosuje się uproszczenia.
Nie redukujmy opowiadania historii do wywoływania emocji. Primo - występuje ona pod postacią wiedzy (działa na intelekt). Secundo - jej opowiadanie ma 3 podstawowe funkcje. Pierwsza to odpowiedź na pytanie "kim jesteśmy" (zdefiniowanie grupy własnej i grup obcych, dyfuzja pewnego kodu kulturowego). Druga to legitymizowanie przeszłych, obecnych i przyszłych posunięć politycznych. Trzecia to umożliwienie wyciągania z historii wniosków na przyszłość. Gdzie tu miejsce na emocje?
Emocje biorą się z kodu kulturowego, konserwowanego przez opowiadanie historii - owszem. Każdy z nas jest elementem takiego kodu. Ta dyskusja stała się ciekawa dzięki temu, że te kody są różne.
Napiszę, co niepokoi mnie w dominującej w Polsce narracji historycznej. Sprowadza się to do dwóch punktów:
1. Dążenie do wykazania własnej (tj. narodu polskiego) wyższości moralnej.
2. Próba wpojenia społeczeństwu przekonania, że ojczyzna identyfikowana z państwem jest dobrem najwyższym, a więc poświęcenie dla niej życia jest czymś w najwyższym stopniu chwalebnym (bez względu na okoliczności).
Ad.1) Typowe dla Polaków, Amerykanów, Żydów i jeszcze paru innych nacji. Głupawe.
Ad.2) A to akurat odziedziczyliśmy poniekąd po sąsiadach - zarówno zachodnich, jak i wschodnich. Myślę, że szok II WŚ i otarcie się o biologiczną zagładę, osłabiło ten nurt. Został jednak niestety ponownie wzmocniony dzięki propagandzie nacjonalistycznej w PRL.
Nie przypisuję Ci ulegania tej pierwszej iluzji, natomiast wydaje mi się, że w jakimś stopniu dałeś się uwieść tej drugiej.
Obawiam się Veltins, że sprawa jest głębsza. Ta iluzja dość dawno zaczęła trącić myszką i trudno dać się jej porwać. To raczej kwestia kodu kulturowego (coś jak genetyka). W 90% przypadków możesz reagować sceptycznie i zgodnie ze swoim świadomym światopoglądem, ale czasem - pod wpływem odpowiednich bodźców - odzywa się "stara natura".
Te złudzenia oczywiście coś ludziom psychologicznie dają. W przeciwnym razie ziarno polityki historycznej nie padałoby na podatny grunt. W moim przekonaniu jednak skutki negatywne upowszechniania tych przekonań są zdecydowanie większe niż korzyści.
Tych które wspomniałeś - owszem. Skutki negatywne przekraczają korzyści. Myślę natomiast, że trochę zbyt szybko interpretujesz przez ich pryzmat inne zjawiska. Uważam też, że w niektórych przypadkach bilans uproszczeń (korzyści i strat) jest odwrotny.
Mejden:
Ja wiem jedno-że jeśli ruscy chcieliby tu wpaść i nas zagarnąć to poszedłbym się bić.
No właśnie obawiam się, że ja też mógłbym zrobić coś takiego. Mimo, że rozum podpowiada co innego.
Nie redukujmy opowiadania historii do wywoływania emocji. Primo - występuje ona pod postacią wiedzy (działa na intelekt). Secundo - jej opowiadanie ma 3 podstawowe funkcje. Pierwsza to odpowiedź na pytanie "kim jesteśmy" (zdefiniowanie grupy własnej i grup obcych, dyfuzja pewnego kodu kulturowego). Druga to legitymizowanie przeszłych, obecnych i przyszłych posunięć politycznych. Trzecia to umożliwienie wyciągania z historii wniosków na przyszłość. Gdzie tu miejsce na emocje?
Emocje biorą się z kodu kulturowego, konserwowanego przez opowiadanie historii - owszem. Każdy z nas jest elementem takiego kodu. Ta dyskusja stała się ciekawa dzięki temu, że te kody są różne.
Napiszę, co niepokoi mnie w dominującej w Polsce narracji historycznej. Sprowadza się to do dwóch punktów:
1. Dążenie do wykazania własnej (tj. narodu polskiego) wyższości moralnej.
2. Próba wpojenia społeczeństwu przekonania, że ojczyzna identyfikowana z państwem jest dobrem najwyższym, a więc poświęcenie dla niej życia jest czymś w najwyższym stopniu chwalebnym (bez względu na okoliczności).
Ad.1) Typowe dla Polaków, Amerykanów, Żydów i jeszcze paru innych nacji. Głupawe.
Ad.2) A to akurat odziedziczyliśmy poniekąd po sąsiadach - zarówno zachodnich, jak i wschodnich. Myślę, że szok II WŚ i otarcie się o biologiczną zagładę, osłabiło ten nurt. Został jednak niestety ponownie wzmocniony dzięki propagandzie nacjonalistycznej w PRL.
Nie przypisuję Ci ulegania tej pierwszej iluzji, natomiast wydaje mi się, że w jakimś stopniu dałeś się uwieść tej drugiej.
Obawiam się Veltins, że sprawa jest głębsza. Ta iluzja dość dawno zaczęła trącić myszką i trudno dać się jej porwać. To raczej kwestia kodu kulturowego (coś jak genetyka). W 90% przypadków możesz reagować sceptycznie i zgodnie ze swoim świadomym światopoglądem, ale czasem - pod wpływem odpowiednich bodźców - odzywa się "stara natura".
Te złudzenia oczywiście coś ludziom psychologicznie dają. W przeciwnym razie ziarno polityki historycznej nie padałoby na podatny grunt. W moim przekonaniu jednak skutki negatywne upowszechniania tych przekonań są zdecydowanie większe niż korzyści.
Tych które wspomniałeś - owszem. Skutki negatywne przekraczają korzyści. Myślę natomiast, że trochę zbyt szybko interpretujesz przez ich pryzmat inne zjawiska. Uważam też, że w niektórych przypadkach bilans uproszczeń (korzyści i strat) jest odwrotny.
Mejden:
Ja wiem jedno-że jeśli ruscy chcieliby tu wpaść i nas zagarnąć to poszedłbym się bić.
No właśnie obawiam się, że ja też mógłbym zrobić coś takiego. Mimo, że rozum podpowiada co innego.